
© PinkShot
Maleństwo rośnie jak na drożdżach. Brzuszek Ani coraz bardziej się zaokrągla, co oznacza mniej więcej tyle, że staje się prawie tak duży jak mój. Ponieważ postanowiłem schudnąć, mamy do czynienia z dziwnym wyścigiem w przeciwnych kierunkach. Nasza waga łazienkowa musi być już nieźle zirytowana. Gdyby mogła wykrzyczeć swoje niezadowolenie, rzuciła by mi pewnie w twarz (wciąż z poziomu posadzki): „zdecydujcie się wreszcie, mam pokazywać coraz więcej, czy coraz mniej. Czy inne wagi też mają takie problemy, czy tylko ja trafiłam do domu wariatów?”. Jest jeszcze w tym wszystkim moja refleksja, że to trochę niesprawiedliwe: jak Ani brzuszek rośnie to wszyscy się cieszą, a mój to już nie może.
Po raz pierwszy od początku ciąży poszedłem z Anią do lekarza. Poczekalnia typowo kobieca, ale tego chyba trzeba się spodziewać po ginekologach. Po przeglądnięciu 53 pism dla kobiet, 31 dla nastolatek i 1 dla przyszłego szczęśliwego nabywcy najnowszej kolekcji ubrań jakiegoś znanego projektanta mody (po wyglądzie tychże, zakładam, że pan doktor spodziewa się wizyty istot z innego układu planetarnego, albo nie znam się na modzie), zostałem zaproszony do gabinetu, w którym czekała już moja żona. Pan doktor pogmerał coś przy aparaturze rodem z filmów fantastycznych (moja teoria z przybyszami zaczynała się sprawdzać), posmarował brzuszek Ani czymś lepkim i chyba zimnym, sądząc po minie właścicielki brzuszka. No i się zaczęło.
Nic nie widać, całkiem przypadkowe obrazy pojawiające się na ekranie monitora, przywodziły na myśl… nic. Ale chwila, czy to nie… jakaś mała postać… widać chyba kręgosłup… i rączki… i rusza się, zdaje się pływać i skakać. Ta myśl uderza człowieka całkiem niespodziewanie: „to wasze dziecko, już tam jest, istnieje i niedługo je spotkasz.” Doktor zatrzymuje obraz w momencie gdy nasze dziecko pokazuje kciuk, jakby chciało nam dać znać: „wszystko ok., do zobaczenia za kilka miesięcy”. Łzy cisną się do oczu. Uprzedzam pytanie, powstrzymałem je, ale było blisko. W drodze do domu śmiejemy się i cieszymy oglądając wydruk ze zdjęciem naszej pociechy. Jak to dobrze usłyszeć, że z dzieckiem i mamą wszystko w porządku. Do zobaczenia za miesiąc, maluchu. A do tej pory będę się wami opiekował.
Autor: Filip Krause


Witajcie,
mam na imię Małgorzata. Jestem mamą dwóch dorosłych, wspaniałych synów. Mimo, że od ich pierwszego oddechu minęło wiele lat, jak dziś pamiętam tamte chwile, radość i szczęście, ale również pytania i wątpliwości...
No to jest ok:)
Ja, 7 stycznia 2011 o 22:13
ooooooooooo
Anonim, 7 stycznia 2011 o 22:48
:D gratuluje, sledze i czekam z niecierpliwoscia na ciag dalszy
gosia, 7 stycznia 2011 o 23:19
bardzo interesujące:)
Weronika18B, 8 stycznia 2011 o 18:21
super
ptys, 9 stycznia 2011 o 07:41
To teraz nic tylko czekać na szczęśliwe rozwiązanie!!!
Leciej, 12 stycznia 2011 o 00:10