Doule.pl

Ja, doula

Witajcie,
mam na imię Małgorzata. Jestem mamą dwóch dorosłych, wspaniałych synów. Mimo, że od ich pierwszego oddechu minęło wiele lat, jak dziś pamiętam tamte chwile. Radosny czas oczekiwania na maluszka, jego przyjście na świat i pierwsze chwile, dni, tygodnie. Ten czas to niewątpliwe szczęście i radość, ale też szereg pytań, wątpliwości, rozterek.
My, rodzice, czyli mój mąż i ja też nie byliśmy od nich wolni. Fizjologia też nie była do końca łaskawa, ale nie mnie mają być poświęcone te strony, lecz Wam Drodzy Przyszli Rodzice.
Z wykształcenia jestem pedagogiem i psychologiem. Stanowiło ono teoretyczne podwaliny dla roli, którą pełniłam przez szereg lat pracując w Klinice Rozrodczości na oddziale „Ciąża specjalnej troski”. Moim zadaniem było wspieranie i pomoc psychologiczna  dla przyszłych mam i tatusiów w ciążach obarczonych wysokim ryzykiem. Niekiedy była to kolejna, po poprzednich zakończonych niepowodzeniem, ciąża. W tych dawnych czasach o porodach rodzinnych nikt nawet nie odważył się pomyśleć. Więc, gdy tylko była taka sposobność, starałam się towarzyszyć moim pacjentkom w tym wzniosłym, ale też trudnym momencie. Personel medyczny nie miał po prostu na to czasu. Ja byłam z moją pacjentką do jej wyłącznej dyspozycji. Takie były moje – douli – początki, choć ten termin był wówczas całkowicie nieznany.
Poza szpitalnymi doświadczeniami mam na swoim koncie sporo pomyślnie przeprowadzonych w aspekcie psychologicznym ciąż moich przyjaciół i znajomych i jeszcze więcej nieznajomych. Trudno określić ile dokładnie, bo rozkłada się to na lata.  Tak więc mogę powiedzieć, że oprócz moich synów, mam na swoim koncie jeszcze trochę „dzieci”. Niektóre są już dorosłe i być może same są już rodzicami a niektóre są całkiem malutkie.
Podziel się tym artykułem ze znajomymi:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Twitter
  • Wykop

8 komentarzy »

  1. A gdzie się podziali rodzice młodych. Gdzie rodzina mamy , babcie i ciocie. Teraz trzeba szukać pomocy u obcych.
    Straszne czasy.

    Piotr, 7 listopada 2010 o 09:28

  2. Doklanie. Zgadzam sie z Piotrem. Zamist liczyc na wsparcie rodziny, trzeba szukac u nieznajomych. Nie wyobrazam sobie urodzic dziecka przy obcych ludziach. Napewno nie pomoglo by mi to sie zrelaksowac i ulatwic malenstwu przyjsc na swiat.

    Patrycja, 30 grudnia 2010 o 02:04

  3. Ale przecież lekarze i położna to także obcy ludzie, w dodatku rzadko są obecni przez cały poród, kończy się im dyżur, to wychodzą. Rodziłam jedno dziecko tylko z mężem, a drugie z mężem i z zaufaną położną, która przyszła ze mną do szpitala nie jako położna, ale jako znajoma, doula – różnica była naprawdę duża, mimo, że miałam już doświadczenie. Mąż był przy mnie, ale on się tylko domyślał, czego mi potrzeba, albo musiał mnie pytać, a doula po prostu wiedziała – i robiła dokładnie to, czego potrzebowałam. Tyle, że warto się spotkać przed porodem, poznać się, powiedzieć o swoich oczekiwaniach. Poza tym rady doświadczonej, życzliwej osoby, która ma równocześnie aktualną wiedzę i do której można zadzwonić o każdej porze bywają bardzo potrzebne, nie tylko przy porodzie, ale w czasie całej ciąży.

    Ewa, 30 grudnia 2010 o 15:06

  4. Uważam, że to dobry pomysł.
    Rodzina nie zawsze chce – albo też nie zawsze potrafi.

    Moment w którym kobieta rodzi jest bardzo intymny – łatwiej przeżyć go z profesjonalistką która nie jest zagrożeniem tej intymności niż z kimś z rodziny – gdzie jest się poddanym dodatkowej presji. To jest osoba neutralna emocjonalnie – nie trzeba przy niej „wyglądać”, „być dzielną” i tak dalej. Do tego nie ma ryzyka, że potem przy jakiejś okazji nie padnie „a ty to się darłaś jak stare prześcieradło zamiast przeć”.

    Nie bez znaczenia jest też fachowość takiej osoby – jak ktoś był przy iluś tam porodach to po prostu wie – kiedy i jaka pomoc może być potrzebna. Rodzina tu może więcej napsuć niż pomóc. Wiem z praktyki.

    Marlena, 30 grudnia 2010 o 15:32

  5. Jestem chłopem i mam 61 lat więc gdzie mi tam komentować tematy kobiecej intymności , psychiki i przeżyć związanych z porodem . Jedyne co mogę i chcę powiedzieć to to że w pełni zgadzam się z Marleną : fachowa siła z odpowiednim podejściem jest niezastąpiona .Pozdrawiam WSZYSTKIE MAMY i przyszłe i te obecne .

    ANDRZEJ, 29 lipca 2011 o 18:56

  6. A ja rodziłam z doulą 19 lat temu! Eliza przyjechała do Krakowa wraz ze swoim mężem, który tu pracował. Jako nasi znajomi kibicowali mojej ciąży. W międzyczasie Eliza nawiązała kontakt ze Szkołą Pielęgniarek i Położnych i tam próbowała zaznajomić przyszłe położne z ideą pracy douli.Nie wiem, co pozostało w umysłach tych wtedy uczennic. Ja natomiast pamiętam obecność Elizy przy mojej głowie podczas porodu. I nigdy nie zapomnę jej terapeutycznego oddziaływania, dowartościowywania mnie i uspokojenia. Sprawiła, że nie byłam tylko brzuchem i kroczem, ale Alicją. Rozmawiała ze mną, robiła masaże, doradzała pozycje, a przede wszystkim współczuła ze mną. Nie tylko dlatego, że sama jest matką, ale przede wszystkim dlatego, że była świetnie wykształcona.Nie mówiła ani za dużo, ani za mało. To było dla mnie odkrycie, o którym długo opowiadałam. A miałam doświadczenia do porównania: to był mój 3. poród, późny, bo po 13-letniej przerwie, a pierwsze porody z początku lat 80-tych pamiętam jak zły sen: zimna szpitalna atmosfera z uczuciem samotności i pogardy dla mojej bezradności. Więc z radością dziś usłyszałam w radiu,że w Polsce zaczyna kiełkować idea douli! Niech rozkwitnie!

    Alicja, 29 października 2011 o 18:51

  7. Uzupełnienie do 6. :Zapomniałam dodać, że Eliza przyjechała z USA, gdzie doula to profesja.

    Alicja, 29 października 2011 o 18:56

  8. Rodzina, Piotrze, nie zawsze wie jak pomóc i wesprzeć, zbyt emocjonalne podejście mają, a to nie pomaga. To, że jest taka Doula wyjdzie i wychodzi na korzyść, nie tylko Rodzącej, choć to ona jest najważniejsza i Jej dziecko, ale paradoksalnie kojąco wpływa na otoczenie – nie wytłumaczę tego dokładnie, ale w ich obecności się wie, że wszystko będzie w porządku – Anioły? :)…

    Natalia, 3 lutego 2012 o 18:29

Dodaj komentarz